Dzień za dniem...
Mija kolejny dzień stagnacji. Dzień, w którym kolejne czynności powtarzają się, następują po sobie, po czym, nim się spostrzegę, przychodzi wieczór. Cała sytuacja, która ma miejsce w naszym kraju od kilku dni, jest dla mnie niesamowicie trudna. Ukochana praca, pasje, hobby - to wszystko na chwilę zeszło na dalszy plan. Trudno mi uwierzyć, że jeszcze tydzień temu bawiłam się na koncercie Destroyers. Potem wszystko poszło lawinowo...
zdjęcie: źródło- pixabay.com
Dla mnie, osoby, która jest każdego dnia niesamowicie aktywna, ten czas wcale nie jest łaskawy. Bywają chwile, że miotam się po domu, bo od kilku dni moją jedyną rozrywką jest wyjście do pobliskiego sklepu spożywczego, albo na papierosa, którego spalam obok wejścia do klatki schodowej, w wiatrołapie, żeby niepotrzebnie nie ryzykować i za bardzo się nie oddalać. Chwilami mam wrażenie, że wariuję, potem wszystko wraca do normy, przychodzi kolejny dzień, stagnacja i poczucie bezsilności. Tak, boję się. Nawet nie tyle o siebie, co o bliskich i przyjaciół. I mam dziwne poczucie, że cały mój tak poukładany świat zabrało mi coś, na co nie mam wpływu. Powtarzam sobie: "oby nie było gorzej", ale strach ściska mi gardło. Nadal. Czasem na chwilę o nim zapominam, ale on wraca.
Mimo tego wszystkiego wiem, że tak po prostu trzeba. Na jakiś czas trzeba zawiesić na kołku swoje życie. Świat na moment się zatrzymał, zatrzymał nas wszystkich w tym codziennym pędzie. Lubię mój pęd. I wierzę, że szybko będę mogła wrócić na start maratonu. I Was także proszę: zostańcie w domu. To sytuacja, którą musimy przeczekać. I oby w zdrowiu. Wszystko jeszcze przed nami.
Odezwę się szerzej, jak już przeminie to, co złe.
Trzymajcie się zdrowo!
zdjęcie: źródło- pixabay.com
Dla mnie, osoby, która jest każdego dnia niesamowicie aktywna, ten czas wcale nie jest łaskawy. Bywają chwile, że miotam się po domu, bo od kilku dni moją jedyną rozrywką jest wyjście do pobliskiego sklepu spożywczego, albo na papierosa, którego spalam obok wejścia do klatki schodowej, w wiatrołapie, żeby niepotrzebnie nie ryzykować i za bardzo się nie oddalać. Chwilami mam wrażenie, że wariuję, potem wszystko wraca do normy, przychodzi kolejny dzień, stagnacja i poczucie bezsilności. Tak, boję się. Nawet nie tyle o siebie, co o bliskich i przyjaciół. I mam dziwne poczucie, że cały mój tak poukładany świat zabrało mi coś, na co nie mam wpływu. Powtarzam sobie: "oby nie było gorzej", ale strach ściska mi gardło. Nadal. Czasem na chwilę o nim zapominam, ale on wraca.
Mimo tego wszystkiego wiem, że tak po prostu trzeba. Na jakiś czas trzeba zawiesić na kołku swoje życie. Świat na moment się zatrzymał, zatrzymał nas wszystkich w tym codziennym pędzie. Lubię mój pęd. I wierzę, że szybko będę mogła wrócić na start maratonu. I Was także proszę: zostańcie w domu. To sytuacja, którą musimy przeczekać. I oby w zdrowiu. Wszystko jeszcze przed nami.
Odezwę się szerzej, jak już przeminie to, co złe.
Trzymajcie się zdrowo!



jest ciężko, tak trzeba! ale najgorzej, ja nie wierzę,że dwa tygodnie starczą.... boję się,że co najmniej do maja to potrwa. Czy damy radę?
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Przeczuwam ze to przedłużą
UsuńJuż przedłużyli... W ogóle do końca nie ogarniam, że to wszystko dzieje się naprawdę. Tęsknię za normalnością i codziennością...
UsuńW domu źle, ale boję się bardzo końca tego, bo sądzę, że do przyszłego czwartku, kiedy teoretycznie dzieci wracają do szkoły, lepiej nie będzie
OdpowiedzUsuńNiestety, na razie może być tylko gorzej, przynajmniej tak mówią statystyki. Oby udało się zwalczyć ten wirus, szybko i skutecznie...
UsuńKocia Damo, czy wszystko u Was ok? Rzadko znikasz na tak długi czas. Trzymajcie się zdrowo!
OdpowiedzUsuńKasiu, u nas połowicznie OK... Małżonek złapał chorósbko, na szczęście nie koronawirus, ale strach był... Ja sama czuję się trochę jak w Martixie, nie ogarniam, że nagle życie się zatrzymało. Daje mi to trochę w kość, ale wiem, że tak trzeba, więc staram się myśleć pozytywnie. Muszę.
UsuńTrzymajmy się wszyscy.
OdpowiedzUsuńMusimy!
Usuń