Koronawirus, czyli o tym, czy mamy się czego bać.

Od kilku tygodni wszelkie media zdominował jeden temat. Koronawirus. Sieje spustoszenie i strach, rodzi panikę. W Polsce, przynajmniej według oficjalnych danych, jeszcze się nie pojawił, ale, jak twierdzą wirusolodzy, to tylko kwestia czasu. Czy jest się czego bać? I jak się chronić przed tą paskudną, i niestety, nierzadko śmiertelną chorobą?

Zacznijmy od tego, że my, Polacy, mamy lekką skłonność do panikowania. Już kilka dni temu słyszałam, że ze sklepów znikają spore ilości długoterminowego jedzenia, takiego jak kasze, ryż, makarony, konserwy. I choć w moim mieście niemal w ogóle tego nie widać, tak zdjęcia w sieci mówią same za siebie. Już chociażby sam ten fakt jest dowodem na panikę, jaka nas ogarnęła. A panika jest bardzo często złym doradcą.


zdjęcie: źródło- pixabay.com

Zupełnie inaczej jest z maseczkami, które do niedawna zalegały w aptekach i mało kto po nie sięgał, poza lekarzami i ludźmi, pracującymi w branży kosmetycznej. Dziś nie ma ich nie tylko w aptekach, ale i w hurtowniach i mało tego, nawet nie wiadomo, kiedy się pojawią. Na portalach aukcyjnych cena maseczek i płynów dezynfekcyjnych do rąk poszła natychmiast w górę i osiągnęła status cen horrendalnych, nawet w granicach czterystu złotych. I choć może się to wydawać śmieszne, ludzie nie grymaszą, lecz szybko je wykupują. Jak to mówią, jest popyt, jest podaż. Co najlepsze, maski te nie chronią przed zarażeniem i potwierdzają to również lekarze.

Skąd przybył tajemniczy koronawirus? Jego źródło to chińska prowincja Wuhan. Naukowcy przypuszczają, że początek zarażeniu dało spożycie mięsa zainfekowanego zwierzęcia, najprawdopodobniej nietoperza. A potem poszło już lawinowo. Chiny stanęły na wysokości zadania, w dziesięć dni został wybudowany szpital dla chorych, niektóre miasta i prowincje zostały odcięte od świata. Widziałam zdjęcia pustych ulic i wierzyć się nie chce, że normalnie w tym czasie tętniłoby na nich życie. Wirus jednak zrobił swoje. W bardzo szybkim czasie rozprzestrzenił się na kilku kontynentach, także w Europie.

Jak objawia się koronawirus? Bardzo, ale to bardzo przypomina objawy grypy. Podniesiona temperatura ciała, kaszel, osłabienie organizmu, kłopoty ze wzrokiem i problemy trawienne to najważniejsze symptomy zakażenia. W Polsce było w ostatnim czasie sporo podejrzeń koronawirusa, na szczęście okazało się, że to była zwykła grypa, której, oczywiście, również nie należy bagatelizować, nie jest jednak aż tak groźna jak nowy wirus z Chin.

Oglądając relacje w telewizji, jestem zdruzgotana, zwłaszcza, gdy patrzę na puste ulice Mediolanu, na których hula wiatr. Jeszcze niespełna dwa lata temu spacerowałam po nich i daję słowo, ludzi było więcej, niż byłabym w stanie policzyć, szczególnie w turystycznej części miasta. Jeśli mam być szczera, nie pamiętam za swojego życia podobnego przypadku i na początku odrobinę mnie to wszystko przerażało. Potem jednak doszłam do wniosku, że po pierwsze, co ma być to będzie, a po drugie- najważniejsze jest zachowanie podstawowych zasad higieny, o czym przypomina także WHO i władze naszego państwa.

Przede wszystkim należy:

- często myć ręce i dezynfekować je środkiem odkażającym
- podczas kaszlu i kataru należy zasłaniać się chusteczką, którą trzeba niezwłocznie zutylizować
- unikać sporych skupisk ludzkich
- nie dotykać dłońmi oczu ani nosa- wirus przenosi się przez błony śluzowe i drogą kropelkową
- należy zachowywać bezpieczną odległość od innych, która wynosi co najmniej jeden metr
- przecierać od czasu do czasu swój telefon wacikiem, nasączonym płynem odkażającym- to właśnie na nim znajduje się najwięcej bakterii

Mimo wszystko zastanawiam się- i sądząc po komentarzach w sieci, nie tylko ja- czy nasz kraj jest gotowy na walkę z koronawirusem. Wszyscy wiemy, jak wygląda rodzima służba zdrowia. Brakuje miejsc w szpitalach i na oddziałach na co dzień, a co dopiero w tak kryzysowej sytuacji. Brakuje też rąk do pracy, sporo lekarzy z Polski wyjechało za granicę, pielęgniarki podobnie. Mimo, iż rząd zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą, zaczynam się obawiać. I to może nawet nie tyle samego koronawirusa, bo za granicę się na razie nie wybieram, ale ludzi i ich paniki. Kilka dni temu czytałam, że z samolotu, lecącego z Wielkiej Brytanii wyproszono rodziców z kaszlącym dzieckiem tylko dlatego, że pasażerowie podnieśli wrzawę. Z jednej strony im się nie dziwię, z drugiej- czy doczekam czasów, że można będzie zostać zlinczowanym za sam fakt zakasłania na ulicy?

Zalecenia Ministerstwa Zdrowia są następujące: jeśli nie byliśmy w Chinach i nie mieliśmy kontaktu z nikim z Chin, a mamy objawy choroby - nie idziemy do szpitala zakaźnego. Natomiast udajemy się do lekarza pierwszego kontaktu, bo może to być grypa, a grypy nie na należy lekceważyć. Jeśli byliśmy w Chinach i nie mamy objawów choroby - również nie idziemy do szpitala. Jeśli byliśmy w Chinach i mamy objawy choroby - możemy wezwać karetkę.

Leczenie koronawirusa z Chin polega na leczeniu objawowym, podejmowane są również próby leczenia lekami antyretrowirusowymi, podawanymi przeciwko zakażeniu wirusem HIV.

Naukowcy cały czas pracują nad szczepionką na koronawirusa z Chin. Testy trwają.

Czy więc na dzień dzisiejszy jest się czego bać? Moim zdaniem nie. Choć na pewno warto być przygotowanym na to, że w każdej chwili możemy dowiedzieć się z mediów o tym pierwszym przypadku koronawirusa w Polsce. Co będzie dalej, czas pokaże.

Witajcie w poniedziałek!

Komentarze

  1. trzeba zachować higienę, dbać o siebie, ale panikować, bo panika sprzyja wirusom i epidemii!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Trzeba wszystko brać ze spokojem, a nie w panice :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty